Jesteś Bogiem…?

Na początku zaznaczyć muszę, że moja opinia dotyczy tylko i wyłącznie filmu. Nie jestem (nie byłam) fanką Paktofoniki. Nie wiem nic na temat prawdziwego życia członków zespołu, ich problemów itp.

Jestem zwyczajnym kinomaniakiem, którego zwabił polski film producentów „Sali Samobójców” oraz rola Schucharda, który zauroczył mnie wcześniej swoją rolą w filmie pt „Chrzest”.

Tym razem po wyjściu z kina, po raz pierwszy w życiu, poczułam rozdwojenie jaźni. Bardzo, bardzo podobał mi się klimat filmu. Stare wersalki, szczegóły scenografii, stylowe bluzy dresowe, rozklekotany polonez i blokowisko … Wrażenie potęgowała muzyka.

Lubię, gdy twórcy chcą wciągnąć widza w swój projekt. Lubię, gdy bawią się formą. Początkowa scena, w której Fokus słucha muzyki zakładając na uszy słuchawki, zdejmując je i znów zakładając – zauroczyła mnie. Głośność muzyki zmienia się, tak jakby te słuchawki trafiały na nasze uszy …

Wróćmy jednak do rozdwojenia jaźni. O ile film (muzyka, obrazy, klimat, przesłanie)  podobał mi się bardzo, to jego tytuł oraz historia, którą opowiadał już mniej. Dużo, dużo mniej.

To kolejna historia, w stylu „Skazanego na bluesa”, gdzie ktoś, kto mógłby mieć wszystko, kto spełnia marzenia, kto osiąga sukces … gubi się w zwyczajnym życiu … szuka ukojenia w używkach … ucieka, sam nie wiedząc przed czym… rani najbliższych … i nie robi NIC, by pomóc samemu sobie.

„Pamiętajcie, że spełnianie marzeń i szczęście nie zawsze oznaczają to samo” – mówi jedna z postaci „Jesteś Bogiem”.

Potwierdzam.

I jako stara, upierdliwa i być może zbyt doświadczona osoba – takim historiom mówię  głośne NIE!!!

Wybaczcie, ale taka osoba (postać filmowa, bo po raz kolejny powtarzam, że oceniam tylko to, co pokazano w filmie) w moich oczach nie może uchodzić za KOGOŚ wielkiego.

Rozumiem, że artyści są wrażliwi, że mogą mieć problemy z psychiką …

Ale świat pełen jest prawdziwych twardzieli, którzy walczą z szarością dnia codziennego. Walczą każdego dnia. I nawet jeśli nie spełniają swoich marzeń… i nawet jeśli nie są szczęśliwi… walczą! I mają odwagę żyć. Nie wybierają drogi na skróty, nie skaczą z okien, po to, by pozbyć się problemów.

Główny bohater filmu miał kochającą żonę, zdrowe dziecko, pracę (nudną, bo nudną, ale miał), kumpli z zespołu, trzymał w ręku świeżo wydaną płytę  i … nie miał odwagi, by żyć.

„Jesteś Bogiem” to film o wielkiej porażce, braku umiejętności radzenia sobie ze zwyczajnym życiem i niewykorzystanych szansach.

Dobry, polski film.

Hasło z plakatu „Nawet jeśli już wszyscy w ciebie zwątpili, pokaż, że się mylili” powinno brzmieć:

„Nie ma znaczenia, ile osób w Ciebie wierzy … jeśli sam w siebie zwątpiłeś”.